<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Notatki na marginesach</title><link>http://notatki.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 11:11:41 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Jak stać się prawdziwym facebookowym bojownikiem przeciwko ACTA</title><link>http://notatki.jogger.pl/2012/01/25/jak-stac-sie-prawdziwym-facebookowym-bojownikiem-przeciwko-a/</link><description>(Opisana historia zdarzyła się naprawdę)

Zrepostuj kolejny &quot;śmieszny&quot; i &quot;oryginalny&quot; wpis ze strony Komentarz usunięty przez ACTA
Poczekaj aż ktoś skomentuje, że to suchar (w dodatku nijak się mający do rzeczywistości)
Usuń komentarz
Udawaj, że nic się nie stało

</description><pubDate>Wed, 25 Jan 2012 21:21:02 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2012/01/25/jak-stac-sie-prawdziwym-facebookowym-bojownikiem-przeciwko-a/</guid><category>Urzytkownik interneta</category></item><item><title>Alea ACTA est...</title><link>http://notatki.jogger.pl/2012/01/23/alea-acta-est/</link><description>Nie sposób przecenić wagi wydarzeń ostatnich kilku dni, od kiedy to polski internet dowiedział się o ACTA. Akcja przesyłania sobie dramatycznych apeli Comic Sansem na kwejkach i rzewnych filmików na youtube przyniosła skutek - nie ma już chyba nikogo, kto by nie słyszał tego złowróżbnego skrótu i nie zamierzał straszyć nim swoich przyszłych dzieci. Szkoda tylko, że ujawniło się przy okazji, że nasza wiedza na temat internetu (jako społeczeństwa) jest nadal bliska zeru.
O braki w znajomości zagadnienia najczęściej oskarża się polityków proponujących rozwiązania w danej kwestii. Nie bez racji, oczywiście większość projektów dotyczących świata cyfrowego, a już w szczególności internetu, pełne są zaściankowego strachu przed nowością i całkowicie mylnymi stwierdzeniami, bazującymi na uprzedzeniach i stereotypach. Z tym że tym razem większość &quot;protestujących&quot; przeciw podpisaniu ACTA wykazuje podobny, o ile nie niższy, poziom poglądów, powtarzając tylko propagandowe opinie wytworzone na podstawie opinii o opiniach na temat streszczenia dokumentu, o którym mowa. Nie ulega wątpliwości, że samej ustawy nikt nie przeczytał, nie wie czego dotyczy, ale chętnie &quot;uświadomi&quot; każdemu, kto zadał sobie ten trud, jak bardzo się myli i nie ma racji.
Co więcej, cała awantura odnośnie SOPA, PIPA i ACTA ujawniła kilka bardzo niebezpiecznych faktów. Ludzie traktują dostęp do nielegalnych kopii filmów, seriali i muzyki jako swoje niezbywalne prawo, a zgodne z przepisami, które przecież są w mocy od wielu, wielu lat - jako atak na nietykalność osobistą, terror i wprowadzanie kartek na tlen. Ujawniła też głęboko zakorzenioną i równie głęboko niesłuszną wiarę w anonimowość w internecie. Znakiem czasów był komentarz gościa, który pod własnym imieniem i nazwiskiem na facebooku chwalił się, że jest członkiem Anonymous i przeprowadzał atak na strony Sejmu i innych polskich instytucji.
Zresztą owe ataki były chyba najgorszą rzeczą, jaka zdarzyła się w całym sporze. Zamiast roli ostrzegawczej (jaką miałyby w stanach), w Polsce zostały odebrane jako zerwanie rozmów i wypowiedzenie wojny totalnej. Wojny, którą internet jako taki musi przegrać i co najwyżej zejść do podziemi darknetów i TOR-a. Podejrzewam, że grupa Dialog, Panoptykon i minister Boni muszą czuć głęboką wdzięczność za zniweczenie większości ich wcześniejszych wysiłków, które, w odróżnieniu od DDoSowania stron, mogły odnieść jakiś realny skutek. O ile nie można mieć pretensji do globalnej społeczności internetowej o nieznajomość specyfiki polskiego myślenia o nowych technologiach, o tyle wszyscy polscy &quot;hakerzy&quot; wykazali się tylko i wyłącznie brakiem wyobraźni.
Tymczasem pozostaje dalej oglądać to widowisko, choć trudno już mieć nadzieję na nieoczywiste zakończenie. Właściwie na własne życzenie dużej części &quot;protestujących&quot;.
</description><pubDate>Mon, 23 Jan 2012 12:34:50 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2012/01/23/alea-acta-est/</guid><category>Świat i jego patologie</category><category>Urzytkownik interneta</category></item><item><title>(bez tytułu)</title><link>http://notatki.jogger.pl/2011/04/23/bez-tytulu-1/</link><description>Jakoś tak bardzo spodobał mi się ten poemacik. Mimo swych lat nadal pozostaje zabójczo aktualny.
No Good Deed Goes Unpunished
(So Shines a Good Deed in a Naughty World)

There was a man in our town who had King Midas’ touch;
He gave away his millions to the colleges and such;
And people cried: 'The hypocrite! He ought to understand
The ones who really need him are the children of this land!'
When Andrew Croesus built a home for children who were sick,
The people said they rather thought he did it as a trick,
And writers said: 'He thinks about the drooping girls and boys,
But what about conditions with the men whom he employs?'
There was a man in our town who said that he would share
His profits with his laborers, for that was only fair,
And people said: 'Oh, isn’t he the shrewd and foxy gent?
It cost him next to nothing for that free advértisement!'
There was a man in our town who had the perfect plan
To do away with poverty and other ills of man,
But he feared the public jeering, and the folks who would defame him,
So he never told the plan he had, and I can hardly blame him.
-- Franklin Pierce Adams

</description><pubDate>Sat, 23 Apr 2011 09:05:32 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2011/04/23/bez-tytulu-1/</guid><category>Kulturalnie</category><category>Świat i jego patologie</category></item><item><title>Dwa kółka zimą</title><link>http://notatki.jogger.pl/2011/02/10/dwa-kolka-zima/</link><description>Jazda na rowerze przy (prawie) -30°C to zupełnie nowe doświadczenie. Polecam wszystkim, którzy uważają, że wiedzą o niej już wszystko ;)
Po pierwsze ciężko się oddycha. Może jeśli ktoś ma super ekstra kondycję Lance'a Armstronga to mu nie robi dużej różnicy czy jedzie na rowerze, czy siedzi na krześle. Mi jednak trochę robi, a głębsze i szybsze oddychanie przy takiej temperaturze to nic przyjemnego. W zasadzie to w ogóle oddychanie bez pośrednictwa szalika czy innej warstwy pośredniej odpada. No a jak się oddycha przez coś, to para wodna ma tendencję do skraplania się, a potem zamarzania, z wszelkimi tego konsekwencjami.
Po drugie, nie wiedzieć czemu, ale bolą mięśnie. Szczególnie uda, z którymi raczej nigdy nie miałem problemów, chyba że był to trzeci albo czwarty dzień intensywnej jazdy z rzędu. Ale tutaj po prostu bolą.
Po trzecie, z tego wszystkiego jest jakoś tak, że człowiek jednocześnie się poci, ale też jest mu zimno (no chyba że się ubierze za ciepło, to wtedy tylko się poci, ewentualnie w drugą stronę). To trochę konfundujące uczucie, ale da się przyzwyczaić.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Znany z książek Jacka Londona motyw o oparzeniach od dotykania gołymi rękami zimnego metalu - to prawda. Nie polecam ;)
</description><pubDate>Thu, 10 Feb 2011 11:05:58 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2011/02/10/dwa-kolka-zima/</guid><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category></item><item><title>Kwestia lapońska/samska</title><link>http://notatki.jogger.pl/2011/02/03/kwestia-laponska-samska/</link><description>W cieniu wielkich debat politycznych o wybory, smoleński, dymisje i inne takie, toczy się cała masa znacznie ciekawszych i niekiedy nie mniej zażartych batalii ideowych. I nie chodzi nawet o dialekt śląski konta język śląski (to drugie jest oczywistą bzdurą ;) ), ale o kwestie znacznie bardziej odległe od naszego, będącego niewątpliwie centrum wszechświata, kraju.
Otóż na dalekiej północy, w Szwecji, Norwegii, Finlandii i Rosji żyje sobie niewielki i mało znany lud, a właściwie cała grupa ludów. Tradycyjnie zwykło się ich zwać Lapończykami (i kojarzyć, zupełnie bez sensu, ze św. Mikołajem oraz, już znacznie sensowniej, reniferami). Gdzie w wypadku tego spokojnego i peryferyjnego ludu ten wielki konflikt?
Otóż ktoś kiedyś skojarzył nazwę Lapończyk ze szwedzkim słowem Lapp, oznaczającym łatę. Na bazie tego skojarzenia powstała cała teoria. A właściwie to dwie. Pierwsza głosi, że Lapończycy są owymi &quot;łaciarzami&quot; ponieważ, w opinii uciskających ich Szwedów, ubierają się w podarte szmaty. Druga, że są ludem &quot;ni przypiął, ni przyłatał&quot; wśród 'prawowitych' mieszkańców Skandynawii (mimo że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dotarli tam dużo wcześniej).
Co ciekawe, nie jest ta teoria specjalnie popularna nawet wśród samych zainteresowanych. Ale w duchu ogólnoświatowej poprawności politycznej, solidnie zasilanej przez przodującej w tym zakresie Szwecji, która chyba musi być strasznie prześladowana wyrzutami sumienia za rzeczywiste uciskanie innych ludów w przeszłości, odeszło się globalnie od nazwy &quot;Lapończyk&quot; na korzyść rdzennego &quot;Saami&quot; (podobnie Eskimosi ewoluowali w Inuitów). Z czasem również i na Laponię zaczęto mówić Sápmi.
I tu wracamy na grunt polski. Ciężko jest odmienić Saami, a Lapończyk brzmi jednak po naszemu. Poza tym panuje globalna moda na bycie &quot;ostatnim sprawiedliwym&quot;, nie przejmującym się poprawnością polityczną. Na tym gruncie powstało sporo tarć, część z nich można sobie odnaleźć na rodzimej Wikipedii, gdzie dość niefortunnie zdecydowano się na formę &quot;Samowie&quot;.
Gdzie leży prawda? Ano gdzieś za kołem podbiegunowym i bez odgórnej regulacji problem pozostanie nierozwiązany. Poradnia Język Polskiego w jedynym komunikacie cechującym się jakąkolwiek oficjalnością umywa ręce i pisze rzeczy, które być może w 2005 były prawdą, ale dziś nie są (&quot;ale kraj nadal nazywany jest słowem Lapland&quot;). Na konferencjach językoznawczych czy etnologicznych używa się już niemal wyłącznie nowej &quot;poprawnej&quot; nazwy. Znajomy piszący pracę magisterską o językach lapońskich twierdzi, że w literaturze nazwa &quot;język samski&quot; jest już upowszechniona. Nieweryfikowalne.
Tak więc nadal skazani jesteśmy na czytanie słownych batalii pomiędzy konserwatystami spod sztandaru Tylko-Wielka-Polska-I-Polska-Nazwa a fanatycznymi zwolennikami poprawności politycznej za wszelką cenę. Jak to zwykle w polskich &quot;debatach&quot; bywa, głosów rozsądku brak, a ludzie, którzy mogliby spór uciąć, siedzą cicho.
</description><pubDate>Thu, 03 Feb 2011 12:26:23 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2011/02/03/kwestia-laponska-samska/</guid><category>Langue vs Parole</category><category>wikipedia</category><category>laponia</category><category>samowie</category><category>język</category></item><item><title>Desilusión</title><link>http://notatki.jogger.pl/2011/01/25/desilusion/</link><description>Lubię to słowo. Według mnie znacznie lepiej wychodzi mu opisanie wycinka rzeczywistości, za który odpowiada, niż jego polski brat, czyli &quot;rozczarowanie&quot;.
Jakoś tak przyzwyczailiśmy się traktować rozczarowanie jako jeden termin. Coś miało się stać, a się nie wydarzyło. Jesteśmy rozczarowani. Ot tak, po prostu. Tymczasem desilusión to dużo więcej. To utrata iluzji (czaru, w polskiej wersji). Brutalne i bolesne empiryczne stwierdzenie, że świat taki, jakim go sobie wyobrażaliśmy, nie istnieje. Że jest tylko twarda i zimna rzeczywistość. Że jednak trzeba zawsze chodzić plecami do ściany, a życie to jednak dziwka.
</description><pubDate>Tue, 25 Jan 2011 10:17:27 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2011/01/25/desilusion/</guid><category>Langue vs Parole</category><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category></item><item><title>Promujemy się!</title><link>http://notatki.jogger.pl/2011/01/10/promujemy-sie/</link><description>Dostałem dziś na uczelnianego maila informację o utworzeniu nowego koła dotyczącego tworzenia aplikacji internetowych. Poza ogólną informacyjną ściemą po konkrety odsyłają na swoją stronę (nawet własna domena). Wszystko pięknie, ale owa strona internetowa... nie działa. Chyba kiepski pomysł na promocję.
</description><pubDate>Mon, 10 Jan 2011 17:45:29 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2011/01/10/promujemy-sie/</guid><category>From the Abyss</category></item><item><title>Laura Närhi Live</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/12/05/laura-n-rhi-live/</link><description>Przyznam, że nigdy nie miałem okazji być na takim prawdziwym koncercie popowym, z piszczącymi i pijanymi nastolatkami, kiczem falami zlewającym się ze sceny na spocony tłum podrygujący na przedzie. Nie byłem, choć myślałem, że będę, kiedy z braku laku i koncepcji na życie wybrałem sie na koncert Laury Närhi.
Mimo, że wyżej wspomniana zdołała mnie w jakiś sposób urzec takimi kawałkami jak &quot;Salaa yksinäinen nainen&quot; czy &quot;Suuri sydän&quot;, a nawet mocno radiowym &quot;Tämä on totta&quot; (niektórym kojarzącym się z Tatu), to spodziewałem się właśnie takiego kiepskiego eventu raczej dla gimnazjalistek.
Nie było tak, ale koncert i tak nie sprostał moim oczekiwaniom. Otóż okazuje się, że Laura, choć głos ma świetny, to jednak zdecydowanie powinna pozostać przy Kemopetrol, a nie bawić się w solowe nagrania. Po prostu repertuar, który wykonywała, kompletnie jej nie leżał, za wyjątkiem może dwóch czy trzech kawałków. Wygląda na to, że nagranie jej debiutanckiej płyty było majstersztykiem producenta. Na koncercie się nie sprawdza.
Całą sprawę uratował zespół, z którym grała. Zespół charakterystyczny, niezły, choć nie wirtuozerski, ale gdybym zobaczył scenę i nie wiedział co się dzieje, stwierdziłbym, że gra jakiś przeciętny band z mało charyzmatyczną wokalistką. Oni trochę poprowadzili show i sprawili, że choć oczywiście nie był wart wydanych na niego pieniędzy (10€ bilet + 2€ szatnia + 10€ piwo), to jednak nie pozostawił całkowitego niesmaku. W dodatku był krótki - trwał chyba niecałą godzinę. Ale czego się spodziewać, skoro dopiero co wydana płyta trwa 46 minut?
Wnioski: na Kemopetrol zdecydowanie można iść, ale żeby chodzić na solową Laurę, trzeba poczekać albo aż się wczuje, albo aż zmieni repertuar na bardziej pasujący do jej stylu i możliwości wokalnych.
</description><pubDate>Sun, 05 Dec 2010 19:34:35 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/12/05/laura-n-rhi-live/</guid><category>Kulturalnie</category></item><item><title>Rola emotikony w kulturze</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/12/01/rola-emotikony-w-kulturze/</link><description>Dostałem ostatnio do zaopiniowania (tj. przeczytania i podzielenia się swoimi wrażeniami, nic profesjonalnego) pewien artykuł. Tekst był naprawdę niezły - świeży zarówno pod względem prezentowanej treści, jak też i lekkiej, trochę w blogowym stylu, formy. Całe jednak wrażenie popsuł prosty fakt: w dwóch miejscach pojawiły się emotikony.
Nie było to na pozór nic groźnego. Ot, najbardziej neutralne w wymowie &quot;:-)&quot;. Mimo tego jednak obudził się we mnie wewnętrzny sprzeciw. Obudził się, mimo że na co dzień stosuję emotikon tony i bardzo często nie potrafię zakończyć jakiegokolwiek zdania bez nich (mowa o komunikacji internetowej typu gg/jabber/irc). Coś jednak jest takiego, że w artykule, nawet takim felietonowo-nieformalnym, ich nie zdzierżę.
Skąd zatem jednocześnie tak głęboka potrzeba przy jednoczesnym uprzedzeniu do tych kilkuznakowych buziek? Wydaje się, że w celu zrozumienia trzeba zejść do źródeł używania emotikon.
Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że słowa to tylko część komunikacji, a większość (w zależności od opracowań pojawiają się różne liczby, z reguły oscylujące wokół 2/3) odbywa się kanałami niewerbalnymi - gestami, mimiką, tonem, głośnością itd. Przez lata jedynym odstępstwem od tych reguł były listy. Ale również i w tradycyjnych listach można było dużo tej niewerbalności przemycić. Do dyspozycji był ręczny charakter pisma, papeteria, a także sztampowe płatki róż wrzucane do koperty.
A potem przyszedł internet. Wraz z nim pojawiły się e-maile, gdzie brakowało wszystkich z wymienionych wyżej elementów. Nadawało się to doskonale do wszelkiego rodzaju komunikacji nastawionej na informację - powiadomień o spotkaniach, formalnych pytań i odpowiedzi, korespondencji biznesowej... Nijak się jednak nie nadawało do komunikacji &quot;codziennej&quot;. A ta nadeszła wraz w IRC-em i komunikatorami. Już zresztą wcześniej pojawiła się potrzeba oznaczania wypowiedzi mniej formalnych w taki sposób, by były poprawnie odebrane. Emoticon was born.
Pojawiają się one tam, gdzie w normalnej rozmowie prawdopodobnie zrobilibyśmy minę lub tonem głosu zaznaczyli specyficzne cechy komunikatu. A w każdym razie powinny być w ten sposób używanie, bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że wstawiane są losowo lub &quot;po to, żeby były&quot;, ewentualnie &quot;żeby było kolorowo&quot;. Komunikacja suchym tekstem zyskuje w ten sposób sporo dodatkowego &quot;ducha&quot; i może istotnie w jakimś stopniu zastępować normalną rozmowę.
Dziś żyjemy w czasach zdominowanych przez emotikony. Stopniowo zdobywają one coraz to nowe tereny. Są powszechnie spotykane w reklamie, w designie, często nawet w (pół)formalnej korespondencji na przykład na linii wykładowca-studenci. W końcu, jak widać, przedostają się też do formalnych tekstów, jak artykuły czy, zapewne, literatura. Tylko czy artykuł, w którym używa się emotikon jest dobry?
Odpowiedź jest prosta: nie. Teksty formalne dostarczają nam całą gamę środków do podkreślania ironii czy kpiny, które sprawdzają się tam dużo lepiej, niż zestawienia znaków interpunkcyjnych. I, przynajmniej moim zdanie, drogi na skróty (którymi są emotikony) nie mają tam racji bytu. Są albo oznaką małego wysiłku włożonego przez autora albo niezrozumieniem formy, jaką jest dany artykuł. Lub próbą poeksperymentowania. Nieudaną, dodajmy.
Jednym słowem uważam, że emotikony powinny zostać tam, gdzie jest ich miejsce. A to na nas, piszących, spoczywa za to odpowiedzialność.
Na koniec jeszcze cytat:
Instead of short and sweet, I believe business correspondence should be short and factual. You have your personal email to be sweet. Tweet sweet nothings in your 140 character space limit until the cows come home. Email your grandma with emoticons after every sentence, besides- she still thinks they are novel. But please, forget those keystrokes when you are at work.
</description><pubDate>Wed, 01 Dec 2010 01:34:02 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/12/01/rola-emotikony-w-kulturze/</guid><category>Langue vs Parole</category><category>Pseudonaukowe pseudowywody</category></item><item><title>Re:</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/11/21/re/</link><description>Postanowiłem podjąć próbę wznowienia istnienia tego bloga. W zasadzie nie wiem dlaczego, bo w długofalowych planach było raczej jego całkowite unicestwienie. Niemniej przypuszczalnie poczułem jakąś nutę nostalgii czy innego objawu miękkiego serca i postanowiłem dać mu szansę. Zmieniłem więc szablon i choć nadal nie mam w pełni pomysłu o czym by tu pisać, spróbuję.
Trochę starych wpisów pewnie znów wyląduje na wyższych poziomach.
I tak no one cares.
</description><pubDate>Sun, 21 Nov 2010 19:13:56 +0100</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/11/21/re/</guid><category>Meta</category><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category></item><item><title>Facepalm stosowany</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/10/15/facepalm-stosowany/</link><description>Wchodzę ja sobie na stronę Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczpospolitej Polskiej (swoją drogą fajna nazwa). Klikam na link &quot;Nazwy geograficzne&quot;. Nic. Klikam ponownie. Nic. Patrzę w źródło strony, a tam:
{geshi lang=html4strict}{/geshi}
...
</description><pubDate>Fri, 15 Oct 2010 09:12:11 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/10/15/facepalm-stosowany/</guid><category>Urzytkownik interneta</category></item><item><title>Satysfakcja wikipedysty</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/08/06/satysfakcja-wikipedysty/</link><description>Kiedy tydzień temu Wisła dostawała baty (i tak mniejsze niż wczoraj) od Karabachu Agdam, zamiast tracić czasu na to wątpliwej jakości widowisko, postanowiłem rozwinąć na wikipedii hasło Ağdam z postaci:
Ağdam (orm. Aghdam) – miasto w Azerbejdżanie, w rejonie Ağdam.

Liczba ludności w 2007 wynosiła ok. 39,5 tys.

Do postaci:
Ağdam (orm. Aghdam) – miasto w Azerbejdżanie, w rejonie Ağdam. Niegdyś żywe centrum regionu ze 150 tys. mieszkańców, obecnie całkowicie opuszczone[1] w wyniku walk w konflikcie o Górski Karabach pomiędzy ormiańską ludnością a Azerbejdżanem. Miasto zostało najpierw zniszczone przez ostrzał artyleryjski, później zaś wielokrotnie szabrowane, głównie w celu pozyskania cegieł. Mieszkańcy uciekli w inne rejony Azerbejdżanu, do Armenii i do Iranu[1]. Jedynym nieuszkodzonym budynkiem jest meczet[1], używany przez Ormian jako stodoła, co budzi protesty organizacji islamskich[2].

Pomimo braku ludności Agdam jest oficjalną siedzibą klubu piłkarskiego Qarabağ Ağdam, grającego w pierwszej lidze azerskiej.
Wczoraj widziałem cytaty z tego rozwinięcia w co najmniej kilku miejscach w internecie, bynajmniej nie związanych ze mną. Ot, drobne satysfakcje ;)
</description><pubDate>Fri, 06 Aug 2010 15:17:34 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/08/06/satysfakcja-wikipedysty/</guid><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category><category>Urzytkownik interneta</category></item><item><title>Wybory po polsku</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/06/21/wybory-po-polsku/</link><description>Wyniki, ich relacja do sondaży, rozkład geograficzny poparcia dla dwóch głównych kandydatów - wszystko to jakie jest, każden widzi, więc chyba nie ma sensu płodzić kolejnego wpisu, w którym state the obvious / take profit. Dlatego też chciałem zwrócić uwagę na kwestię, która mnie irytowała podczas całej kampanii wyborczej i do samego końca, choć wierzyłem, że będzie inaczej, się nie zmieniła.
Otóż w tej edycji wyborów prezydenckich o dziwo wcale nie wybieramy prezydenta. Wiem, brzmi to dziwnie i niektórzy postukają się w głowę, ale spójrzmy na fakty.
Dwaj główni kandydaci to Bronisław Komorowski, który jest raczej nijakim reprezentantem PO oraz Jarosław Kaczyński, między którym a PiSem można postawić znak równości, a co najmniej równoważności. Wybierzemy jednego z nich, a de facto wybierzemy jego partię, której on będzie jedynie bardzo silnym przyczółkiem.
Taka &quot;świadomość wyborcza&quot; tym razem nie istniała jednak tylko u ludzi, ale była szeroko akceptowana chociażby w mediach. Bój toczył się wyraźnie pomiędzy partią rządzącą a największą partią opozycyjną, a nie między Komorowskim i Kaczyńskim (myślę, że z dużym szczęściem dla tego pierwszego, bo w bezpośrednim boju musiałby chyba polec). Stwierdzenia zagłosuję na opozycję, nie mogę zagłosować na Ziobrę, to zagłosuję na Kaczyńskiego, bo to to samo były powszechne, a zastanowienia nad tym kim jest człowiek, który przez pięć lat ma być oficjalnym reprezentantem naszego kraju nie było wcale.
Swoją drogą to chyba rozwiązuje odwieczny dylemat polskiego systemu politycznego, w którym prezydent pełni bardzo niejasną rolę. Są zwolennicy wzmocnienia jego urzędu, są osłabienia, ale po takiej kampanii, która pokazała, że prezydent ma być co najmniej drugim Sejmem, chyba nie ma wątpliwości, że wzmocnienie do niczego nie prowadzi i to system parlamentarny jest tym, do którego powinniśmy dążyć (co rozwiązuje też chyba kwestię likwidacji Senatu).
A jedynymi kandydatami, którzy uciekli od schematu cześć, jestem pionkiem swojej partii byli Olechowski (bo niezrzeszony) i Korwin-Mikke (bo ta jego partia, która nawet nie wiem jak się nazywa, i tak nie istnieje w publicznej świadomości)...
</description><pubDate>Mon, 21 Jun 2010 10:46:27 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/06/21/wybory-po-polsku/</guid><category>Świat i jego patologie</category></item><item><title>Obejrzane: Dorwać byłą</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/06/05/obejrzane-dorwac-byla/</link><description>Tak. Obejrzane. To dobre, właściwe słowo, bo niespecjalnie więcej można powiedzieć. Film jest nad wyraz przeciętny. Stosunkowo oryginalny scenariusz jest znakomicie równoważony przez słabą grę aktorską (wiem, że są ludzie, którzy uważają że Jennifer Aniston jest ładna; nie rozumiem tego, ale być może im jej wygląd w jakiś sposób zrekompensuje słabą grę), ani muzyki tu jakiejś bardziej w ucho wpadającej nie było, ani efektów specjalnych. Ot, taki chyba dobry film na imprezę, kiedy ogląda się jednym okiem, drugim wypatruje jakichś ładnych zaproszonych dziewczyn, a trzecim pilnuje się piwa.
W dodatku to komedia, a ja chyba ani razu się nie zaśmiałem ani nawet nie uśmiechnąłem.
</description><pubDate>Sat, 05 Jun 2010 16:02:53 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/06/05/obejrzane-dorwac-byla/</guid><category>Kulturalnie</category><category>dorwać byłą</category><category>film</category><category>jennifer aniston</category><category>gerard butler</category></item><item><title>Matura z matematyki zdecydowanie powinna być nadal obowiązkowa</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/06/02/matura-z-matematyki-zdecydowanie-powinna-byc-nadal-obowiazko/</link><description>Zazwyczaj nie oglądam reklam. Nic w tym nie ma dziwnego, bo nie mam sygnału telewizyjnego w lokalu nawet. Ale dziś przy okazji meczu Polska - Serbia trafiła mi się seria reklamowa w przerwie. I co słyszę? Schudłam o minus cztery centymetry! Zapewne target tej reklamy nie rozumie, że nie ma się czym chwalić. Co gorsza twórcy pewnie też nie...
</description><pubDate>Wed, 02 Jun 2010 21:37:41 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/06/02/matura-z-matematyki-zdecydowanie-powinna-byc-nadal-obowiazko/</guid><category>Świat i jego patologie</category></item><item><title>Komorowski w Internecie</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/05/12/komorowski-w-internecie/</link><description>Nie wiem, kto stronę Komorowskiemu robił, ale moim zdaniem więcej poważnych ofert otrzymać już nie powinien. Nie dość, że strona wykracza dość znacznie poza standardową mimo wszystko rozdzielczość 1024 x n, to w dodatku są na niej takie kwiatki:
link
</description><pubDate>Wed, 12 May 2010 16:52:05 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/05/12/komorowski-w-internecie/</guid><category>From the Abyss</category><category>Urzytkownik interneta</category></item><item><title>Vox populi</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/05/10/vox-populi/</link><description>Zawsze mnie zastanawiało jak to właściwie jest...
Mamy sobie w Polsce sytuację taką, jak każdy widzi. Wiele rzeczy jest do zrobienia, ale nie ma na nie pieniędzy lub są inne kwestie z wyższym priorytetem. Narzekanie na stan dróg stało się polskim etosem narodowym. Podobnie rzecz się ma z wszelką inną infrastrukturą, w tym również kolejową. I mamy o to dworzec we Wrocławiu, za który się wreszcie wzięto. Po latach odśpiewywania pod nosem litanii do Wszystkich Decydentów pasażerowie doczekali się poważnych kroków - zamknięto dworzec, wzięto się za remont, wizja po skończeniu rzuca na kolana, a w dodatku zrobiono to z głową - jest dworzec tymczasowy, da się dojść na perony nawet będąc osobą niepełnosprawną itp.
Niemniej komentarze nie nikną. Znów wszyscy narzekają, że dworzec w remoncie. I tu zastanawiam się - czy wierzyli oni, że zostanie ów dworzec w jedną noc cudownie odremontowany? Czy może lamentują nad tym, że nie będzie już na co narzekać? Czy może uważają, że PLK/miasto powinno akurat z nimi przedyskutować plan prac renowacyjnych, żeby z ich Wielce Ważnymi Wyjazdami™ nie interferowały? Czy o co tu kurde chodzi, bo naprawdę nie mam już pomysłów...
</description><pubDate>Mon, 10 May 2010 18:41:59 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/05/10/vox-populi/</guid><category>Beholderskie</category><category>Świat i jego patologie</category><category>PKP</category><category>dworzec</category><category>Wrocław</category></item><item><title>Nie powiem nic nowego</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/04/10/nie-powiem-nic-nowego/</link><description>Przez ostatnie lata dużo się mówiło o tym, jaką to zakałą narodu nie są nasi politycy i że cały ten cyrk na Wiejskiej należałoby zaorać. Dzisiejszy dzień udowodnił jednak dobitnie jedną rzecz - że ci politycy byli naprawdę elitą na tle całego tego snującego spiskowe teorie i nie potrafiącego stanąć na wysokości zadania, jakie postawiła przed nim Historia, bydła...
</description><pubDate>Sat, 10 Apr 2010 23:28:37 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/04/10/nie-powiem-nic-nowego/</guid><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category><category>Świat i jego patologie</category></item><item><title>Sztuka tłumaczenia błędów</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/04/09/sztuka-tlumaczenia-bledow/</link><description>Być może stare, ale jednak mnie to rozbawiło. Włączyłem sobie dzisiaj wyświetlanie ostrzeżeń w walidatorze CSS, licząc naiwnie, że pomoże mi to jakoś odkryć dlaczego w IE8 nie działa dobrze. Oczywiście nie pomogło, natomiast zaskoczył mnie komunikat &quot;Brak koloru w background-color&quot;, powtarzający się kilkakrotnie w wynikach. Zaskoczył, bo w kodzie dość wyraźnie stało &quot;background-color: #d4e2a2;&quot;.
Po kilku minutach googlingu znalazłem odpowiedź. Komunikat zapewne w oryginale brzmiał mniej więcej &quot;No color with your background-color&quot; i oznacza tyle, co &quot;wraz z deklaracją background-color nie pojawia się deklaracja color&quot;. Prawda, że rewelacyjnie przetłumaczone?
</description><pubDate>Fri, 09 Apr 2010 11:58:56 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/04/09/sztuka-tlumaczenia-bledow/</guid><category>Langue vs Parole</category><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category><category>Urzytkownik interneta</category><category>css</category><category>walidacja</category></item><item><title>This is iPaaaaaad!!!111</title><link>http://notatki.jogger.pl/2010/04/01/this-is-ipaaaaaad-111/</link><description>Trochę późną porą, bo właśnie przed chwilą, przyjechał do mnie kurier. Nie wiedziałem, że pracują całą dobę, ale wyjaśnił mi, że obecnie mają masę zamówień, a ja faktycznie zaznaczyłem, że do 2 w nocy można mi dostarczać towar. No ale to nieważne. Otóż przesyłka była nadana w Pensylwanii, USA i pochodziła ona z ostatniego restocku Lockerz! Tak więc jestem teraz szczęśliwym posiadaczem iPada z unikalnym logo Lockerz! A ponieważ zostały one już wycofane z oferty, ma on status kolekcjonerskiego!
No ale zacznijmy od początku. Przesyłka przyszła w grubej kopercie, dzięki czemu zmieściła się w skrzynce.
Dalej naprawdę nie chce mi się już pisać, bo przecież nikt nie uwierzy, że istotnie stałem się posiadaczem jakiegoś gówna od Apple, tym bardziej za pośrednictwem gówna Lockerz ;]
</description><pubDate>Thu, 01 Apr 2010 00:44:26 +0200</pubDate><guid>http://notatki.jogger.pl/2010/04/01/this-is-ipaaaaaad-111/</guid><category>Pamiętnik gombrowiczowski</category></item></channel></rss>
