W cieniu wielkich debat politycznych o wybory, smoleński, dymisje i inne takie, toczy się cała masa znacznie ciekawszych i niekiedy nie mniej zażartych batalii ideowych. I nie chodzi nawet o dialekt śląski konta język śląski (to drugie jest oczywistą bzdurą ;) ), ale o kwestie znacznie bardziej odległe od naszego, będącego niewątpliwie centrum wszechświata, kraju.
Otóż na dalekiej północy, w Szwecji, Norwegii, Finlandii i Rosji żyje sobie niewielki i mało znany lud, a właściwie cała grupa ludów. Tradycyjnie zwykło się ich zwać Lapończykami (i kojarzyć, zupełnie bez sensu, ze św. Mikołajem oraz, już znacznie sensowniej, reniferami). Gdzie w wypadku tego spokojnego i peryferyjnego ludu ten wielki konflikt?
Otóż ktoś kiedyś skojarzył nazwę Lapończyk ze szwedzkim słowem Lapp, oznaczającym łatę. Na bazie tego skojarzenia powstała cała teoria. A właściwie to dwie. Pierwsza głosi, że Lapończycy są owymi "łaciarzami" ponieważ, w opinii uciskających ich Szwedów, ubierają się w podarte szmaty. Druga, że są ludem "ni przypiął, ni przyłatał" wśród 'prawowitych' mieszkańców Skandynawii (mimo że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dotarli tam dużo wcześniej).
Co ciekawe, nie jest ta teoria specjalnie popularna nawet wśród samych zainteresowanych. Ale w duchu ogólnoświatowej poprawności politycznej, solidnie zasilanej przez przodującej w tym zakresie Szwecji, która chyba musi być strasznie prześladowana wyrzutami sumienia za rzeczywiste uciskanie innych ludów w przeszłości, odeszło się globalnie od nazwy "Lapończyk" na korzyść rdzennego "Saami" (podobnie Eskimosi ewoluowali w Inuitów). Z czasem również i na Laponię zaczęto mówić Sápmi.
I tu wracamy na grunt polski. Ciężko jest odmienić Saami, a Lapończyk brzmi jednak po naszemu. Poza tym panuje globalna moda na bycie "ostatnim sprawiedliwym", nie przejmującym się poprawnością polityczną. Na tym gruncie powstało sporo tarć, część z nich można sobie odnaleźć na rodzimej Wikipedii, gdzie dość niefortunnie zdecydowano się na formę "Samowie".
Gdzie leży prawda? Ano gdzieś za kołem podbiegunowym i bez odgórnej regulacji problem pozostanie nierozwiązany. Poradnia Język Polskiego w jedynym komunikacie cechującym się jakąkolwiek oficjalnością umywa ręce i pisze rzeczy, które być może w 2005 były prawdą, ale dziś nie są ("ale kraj nadal nazywany jest słowem Lapland"). Na konferencjach językoznawczych czy etnologicznych używa się już niemal wyłącznie nowej "poprawnej" nazwy. Znajomy piszący pracę magisterską o językach lapońskich twierdzi, że w literaturze nazwa "język samski" jest już upowszechniona. Nieweryfikowalne.
Tak więc nadal skazani jesteśmy na czytanie słownych batalii pomiędzy konserwatystami spod sztandaru Tylko-Wielka-Polska-I-Polska-Nazwa a fanatycznymi zwolennikami poprawności politycznej za wszelką cenę. Jak to zwykle w polskich "debatach" bywa, głosów rozsądku brak, a ludzie, którzy mogliby spór uciąć, siedzą cicho.
Ech ci humaniści, zajęli by się czymś pożytecznym ;)
Właśnie, stolica nieodśnieżona na przykład… xD
:'D
pecet, marsjanin - tusze i szapoba z mojej strony.
Właściwie mamy to samo i jakoś nikogo to nie obchodzi. Jest "Polska", a są kraje, które i tak używają czegoś od starodawnego "Lacha" (Litwini na ten przykład mówią "Lenkija"). Przy czym "Lach" swojego czasu miał wydźwięk mocno pejoratywny :> I co? I wiosło.
Jakoś nie dziwię się, że jest cisza, bo osobiście nie mam nic przeciwko temu, że my sobie, a oni sobie.