Muzyczne podsumowanie roku 2009

Pewnego rodzaju tradycją już stało się pisanie muzycznych podsumowań, choć niekoniecznie na wirtualnych łamach tego bloga. Rok 2009 nie będzie pod tym względem inny, choć do ostatniej chwili nie było to pewne.

A pewnie nie było zapewne dlatego, że i ów rok nie był jakiś niesamowicie owocny, żeby było co podsumowywać. Z pewnością konieczne jest wspomnienie o dwóch niezwykłej muzycznej urody albumach, które w tym roku ujrzały światło dziennie. Po pierwsze 11:11 Rodrigo y Gabrieli, płyta zupełnie różna od wcześniejszych, ale mająca swoją niezwykła wartość m.in. w tym, że każdy utwór jest poświęcony innemu wykonawcy, który inspirował przez lata duet. Drugim znakomitym owocem roku 2009 jest Travelling the Face of the Globe Oi Va Voi. Tutaj z kolei mamy powrót do korzeni, od których zespół odszedł na płycie Oi Va Voi. Powrót najwyższej próby.

Sam duet Rodrigo y Gabriela zasługuje na osobną wzmiankę, bo łapią się do kategorii odkrycie roku.

Poza tym jest właśnie jakoś tak... średnio. Koncertem roku z pewnością był Nigel Kennedy & Kroke we Wrocławiu, choć zaraz za nim sytuuje się Jesse Cook.

Z pomniejszych moich odkryć - 65dayofstatic, Runrig, Tarô Iwashiro (soundtrack z Azumi - genialny, ale nic poza tym nie znam), Tanssiorkesteri Lossimies. W kategorii rediscovery zwycięzcą jest Аквариум.

Więcej grzechów nie pamiętam...

Z frontu

Skoro wszyscy o tym piszą to przecież nie będę od nich gorszy...

Wojna na Joggerze trwa właśnie w najlepsze. Jej wybuch a także skala konfliktu są dość niespodziewane, natomiast, podobnie jak w wypadku innych wojen znanych z historii, od dłuższego czasu siedzieliśmy na beczce prochu. Dla porządku przypomnijmy:

Administracja już od dłuższego czasu siedziała okopana na swoich z góry upatrzonych pozycjach, praktycznie nie mając kontaktu ze "światem", jakim były rzesze użytkowników serwisu, przede wszystkim tych korzystających ze strony głównej. Niczym wojny bałkańskie, wybuchały kolejne lokalne, choć gwałtowne konflikty - a to o czyjeś życie uczuciowe (a raczej sposób wyrażania tych uczuć), a to o prowokacyjne przedrzeźnianie czyichś wpisów. Napięcie narastało, ale ze strony administracji (pomijając nie do końca wyjaśnioną sprawę x3nU) żadnych ruchów w kierunku ustabilizowania sytuacji nie było widać.

Gawriło Principem Joggera stał się, przypuszczalnie zupełnie nieoczekiwanie dla siebie, Paweł Ciupak, zakładając swojego HateBloga.

[ Czytaj dalej ]

Dersu Uzala

Film obejrzałem już z tydzień temu, jednak jakoś wciąż we mnie siedzi, więc postanowiłem coś o nim naskrobać. Ponieważ jest to film Kurosawy i ponieważ jest z 1975 roku, podchodziłem do niego ostrożnie. Wiedziałem, że różnie z tym może być. I w sumie nie pomyliłem się...

[ Czytaj dalej ]

Szkoły uparcie tkwią w XX wieku

Już drugi raz (pierwszy był mniej więcej rok temu) musiałem rozesłać mailem informację do kilkunastu poznańskich liceów. I drugi raz już jestem nieprzyjemnie zaskoczony tym, co zastałem. I nie chodzi o to nawet, że w zeszłym roku nikt nie odpisał, bo nie spodziewałem się, że odpisze. Mam na myśli raczej różnorakie Delivery Status Notifications, które napotkałem...

[ Czytaj dalej ]

Sylwestrowe WTF

Jak co roku, w najlepsze trwa sylwestrowy obłęd. Nie powiem, kiedyś mi to nie przeszkadzało. Było mi to kompletnie obojętne, bo uważałem, i nadal uważam, że to żadna okazja, a raczej dokładnie taka, jak każdy inny dzień roku. W ostatnich jednak latach odczuwałem w stosunku do tej społecznej normy pewną irytację. W tym roku swój stosunek określiłbym jako "Rzygać mi się chce, jak o tym słyszę".

[ Czytaj dalej ]

oj