The only live album I love

UWAGA! Ten wpis ma bliską zeru wartość intelektualną. Czytasz na własną odpowiedzialność.

W zasadzie nie lubię koncertówek. Drażni mnie zawsze to klaskanie, te przemowy, a na dodatek bardzo często bywa, że wykonania poszczególnych utworów są technicznie słabsze niż studyjne odpowiedniki. Przy czym zaznaczam, mówię tu o prawdziwych koncertówkach, a nie nagraniach z udziałem publiczności (jak np. "Młynarski" Raz, dwa, trzy). Jest jednakowoż jedna, którą darzę ślepą i niedojrzałą miłością - za energię i za aranżacje, których nie ma na albumach ze studia.

Ladies and gentlemen, please, welcome "Proměny tour 2003" by Čechomor!

Jedyny kawałek z tej płyty, jaki znalazłem na yt. Wcale nie najlepszy, aczkolwiek ciekawy z punktu widzenia Polaków.

W marcu jak w psychiatryku

Na pięć dłuższych tras pieszych na zewnątrz w dniu dzisiejszym, załapałem się na:

  • deszcz
  • śnieżycę z zadymką
  • 2 (słownie: dwa) gradobicia

A godzina jeszcze młoda. Wiosna, jak to mówią...

Poczta jest polska

To ja też sobie ponarzekam. Przyszedł dzisiaj list z, nie ukrywam, dość ważną zawartością. Fakt, że nadawca się nie popisał, ale dostarczyciel (czyt. poczta) też nie. Oto jak wygląda przesyłka:

oj