Z pamiętnika sfrustrowanego rowerzysty

Postanowiłem dziś przejechać się na uczelnię rowerem. Z jednej strony dyktowane było to tym, że miałem trochę za mało czasu na docieranie tramwajem, z drugiej - chciałem się przejechać. Wyznaczyłem sobie bezpieczny bufor czasowy równy połowie czasu potrzebnego na przebycie żądanego dystansu pieszo i wsiadłem na moją machinę. I wtedy się zaczęło...

Kiedy wyznaczony czas upłynął, nie byłem jeszcze nawet w połowie drogi. Zawróciłem więc i stwierdziłem, że załatwię tę sprawę kiedy indziej. Niestety, polskie duże miasta są absolutnie nieprzystosowane dla rowerzystów, wyjątkiem tutaj jest Wrocław. Ale Poznań nie - idiotyczne przyciski na światłach, brak ścieżek rowerowych, ruchliwe ulice, straż miejska czająca się w krzakach, przejścia dla pieszych co 15 metrów... Właśnie, przejścia. Nie muszę chyba przypominać, że zgodnie z idiotycznym polskim prawem rowerzysta ma na przejściu dla pieszych obowiązek zsiąść z roweru i przeprowadzić go przez jezdnię? W zasadzie gorzej - rowerzysta w mieście nie ma w ogóle prawa poruszać się po chodniku. Na pierwszy rzut oka widać, że układający te przepisy w życiu nie mieli "przyjemności" poruszana się rowerem po głównych drogach miejskich, doświadczyć tego, co kierowcy wyprawiają, nie wspominając o tym, co wykrzykują.

No ale czego tu oczekiwać? Od lat jest tak, że rowerzysta "zbiera" najgorsze ograniczenia dotyczące i pieszych, i kierowców. I ten najzdrowszy środek transportu zmienia się w powodujący największą frustrację. Przynajmniej w polskich, wiadomo jakich, realiach.

Czas zmian

W sumie w ciągu ostatnich trzech tygodni zaskakująco dużo się w moim życiu zmieniło. Nie są to co prawda zmiany, jakich mogliby się spodziewać wnikliwi obserwatorzy mojego życia (o ile takowi istnieją, w co wątpię), ale dla mnie dość ważne. W ramach podkreślenia wagi tych zmian zdecydowałem się na wydzielenie na tym blogu warstwy abstrakcji przestrzeni prywatnej, czyli prościej rzecz ujmując - wprowadzenie poziomu 3. (albo i 4., jeszcze nie wiem). Kompletna migracja oraz od dawna planowany remont totalny kategorii zajmie zapewne nieco czasu, ale już dziś można wpłacać abonament za wgląd na owe wyższe poziomy (2 piwa / semestr) lub pisać podania o zwolnienie z opłat ;)

Bezwartościowiec

Jakoś ostatnio kompletnie nie mam weny, żeby cokolwiek pisać. I dotyczy to nie tylko joggera, ale także paru innych miejsc. Przypuszczam, że niemały wpływ na to ma rozpoczęty już rok akademicki i fakt, iż studiowanie dwóch kierunków równolegle to nie aż taka bułka z masłem, jak można by się spodziewać. Poza tym nakłada się na to ogólne zniechęcenie do internetu i wszystkiego, co z nim związane. Przychodzi coś takiego do mnie raz na kilkanaście miesięcy i trwa około 2 - 3 tygodnie. No i na domiar złego czuję powinność zmiany szablonu tutejszego, a ani pomysłu, ani czasu na to nie mam...

Uprzedzając pytania: nie wiem jaka jest funkcja tego wpisu. Jeśli ktoś nie potrafi wymyślić żadnej, niech przyjmie to jako ostrzeżenie, że nie warto tu zaglądać w najbliższym czasie ;]

Obserwacje z dziś

Q: Po czym poznać kogoś, kto dopiero rozpoczyna studia w Poznaniu i nie jest stąd?
A: Kasuje bilet od razu po wejściu do tramwaju stojącego na pętli

Q: Po czym poznać studenta pierwszego pierwszego roku?
A: Wszędzie porusza się z planem miasta

Q: Po czym poznać kogoś, kto ma poważnie uszkodzone kolano i musi siedzieć w tramwaju nie dlatego, że jest chamem i prostakiem, tylko ze względów zdrowotnych?
A: Nie da się (a przynajmniej agresywne babcie tego nie potrafią), dlatego jak masz kontuzję lepiej chodź na piechotę (tak, tak...)

oj