Programistyczna ślepa uliczka

W takowej właśnie się znalazłem. Trudno wyrokować, czy decyduje o tym moja wrodzona niechęć i nieumiejętność podejmowania decyzji, czy może rzeczywiste niedostatki dostępnych powszechnie rozwiązań. Dość, że postanowiłem wybrać sobie frameworka PHP (ucinając flame'y - bo innych języków nie znam ;) ), nauczyć się go i stosować.

Z początku nastawiałem się na Kohanę (Kohaną?), ale przeraził mnie poziom dokumentacji. Uczyłem się już w ten sposób MODx-a, da się to zrobić, ale jest męczące i wymaga dostępu do internetu, którego zagwarantowanego nie mam i nie miałem. Wzrok mój skierował się w stronę symfony, by po trzech dniach intensywnego studiowania dokumentacji uznać, że to zbyt wielka kobyła jak na moje potrzeby. Wróciłem do Kohany, znów były problemy.

I tak miotam się od kilku dni, nie wiedząc zbyt bardzo co z sobą uczynić. No ale koniec końców - chyba sam jestem sobie (i mojemu brakowi konsekwencji) winny...

Bieszczady raz!

I stało się tak, że udałem się wreszcie po raz pierwszy w życiu w Bieszczady... Z "Moimi Bieszczadami" KSU w słuchawkach (w pociągu, nie należę do nowego gatunku turystów poruszających się po szlakach z muzyką wwiercającą się w bębenki), z bandą znajomych, którzy siebie wzajemnie niekoniecznie znali, z rodzicami na karku - wyruszyłem.

Zdobywszy drugiego dnia Tarnicę i Halicz czułem pewien niedosyt. Być może polska kultura okołoturystyczna zbyt mocno wyakcentowała bieszczadzką dzikość i dziewiczość natury, a może to ja miałem zbyt wygórowane oczekiwania. W każdym razie tłok na szlakach mnie mierził, bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego irytowały i nijak nie mogłem odnaleźć potoku, co cicho gada i gwarzy pośród skał.

[ Czytaj dalej ]

oj