Jako, że ostatnio coś się na głównej filmowo zrobiło (i eurowizyjnie), postanowiłem dorzucić swoje trzy kamyczki do ogródka i powiedzieć coś od siebie. Odbiorcą kina jestem absolutnie amatorskim i chyba temu głównie należy przypisać fakt, że filmy, które większości się nie podobają - mi jak najbardziej. Tudzież odwrotnie, rzecz jasna.
A jakiś czas temu moją "pasją" stały się właśnie filmowe baśnie rodem z pogranicza Chin, Japonii i Hong-Kongu ;) Zaczęło się wszystko od "Hero", który urzekł mnie sposobem prezentacji świata, z jakim po prostu nigdy wcześniej się nie zetknąłem. Znaczenie wody i muzyki w całej sekwencji walki Nieba z Bezimiennym... Do dziś uśmiecham się na samo wspomnienie. Do tego dochodzi znaczenie zmian kolorystyki w różnych fazach filmowej opowieści, które to, jak się dowiedziałem gdzieś między trzecim a czwartym obejrzeniem, mają realne odwzorowanie w chińskiej tradycji. Sprawdziłem. Mają.
[ Czytaj dalej ]