Zerowy poziom autopromocji

W sumie długo na joggerze nie jestem i być może łamię jakąś niepisaną umowę lub poruszam temat tabu, ale zauważyłem pewne dziwne zachowania w społeczności joggerowej. Chodzi mi oczywiście o antycypowane w tytule wpisy na poziomie zerowym. Sama w sobie funkcja jest bardzo dobrym community builderem, ale traci na swojej wartości, kiedy jest używana w sposób, który określiłbym jako niewłaściwy.

Mianowicie, spróbowałem na podstawie obserwacji i zdrowego rozsądku wyróżnić czynniki, które kwalifikują wpis do trafienia na Główną:

  • Wpis zawiera pytanie, prośbę o radę itp.
  • Wpis jest ciekawostką wygrzebaną gdzieś z odmętów sieci, którą autor uznaje za godną podzielenia się nią z innymi ludźmi (pod tą kategorię podpadają też newsy)
  • Wpis jest efektem długiej pracy autora, jego starannie uporządkowanymi przemyśleniami, które chce zaprezentować szerszej publiczności
  • (w skrajnych wypadkach) Wpis o charakterze informacyjnym, np. o zakończeniu działalności na danym blogu
  • (w jeszcze skrajniejszych) Autor jest pod wpływem silnych emocji i chce coś całemu światu wykrzyczeć

Być może coś pominąłem, ale generalna zasada wydaje się jasna. Dlatego zupełnie nie rozumiem, dlaczego można tam co jakiś czas znaleźć takie „kwiatki” w stylu:

  • Zdanie natury ogólnej (np. „Kobiety to zło!”) bez słowa komentarza, podania przyczyn itp.
  • Tekst piosenki czy wiersza, również bez jednego słowa dodanego od siebie
  • Informacja dotycząca raczej wąskiej grupy odbiorców, nie reprezentowanej silnie przez ogół tych, do których trafi poprzez zamieszczenie jej właśnie na stronie głównej (jako przykład przychodzi mi do głowy np. wieść o zmianach w przepisach dotyczących egzaminu na stopień sternika albo informacja o wypadku na drodze powiatowej, bez żadnego związku z autorem w sensie świadkowania bądź znajomości z jego uczestnikami, bez słowa komentarza oczywiście)

Dodać należy, że w trzecim przypadku informacja zwykle w jakiś sposób dotyczy znajomych autora bądź stałych czytelników, ale oni przecież i tak śledzą na bieżąco, więc nie wiem po co angażować w to innych…

Tak czy inaczej – nie wiem, czy to objaw dość radykalnego rozumienia wolności słowa, braku myślenia czy braku szacunku dla reszty społeczności. A raczej, które z tych trzech jest najbardziej dominujące…

Refleksja przy skręcaniu komputera

W ostatni weekend zostałem wydelegowany do znajomych mojej mamy, żeby skręcić im komputer, zainstalować Windowsa i wykonać parę innych pobocznych pierdół. Rzecz się działa na poddaszu domu jednorodzinnego; piętro niżej hucznie celebrowane w niewielkim gronie kolegów były urodziny dziwięcioletniego syna owych znajomych. Odgłosy z dołu, nie napotykając na żadne poważne przeszkody, docierały do mych uszu i ich analizie oddawałem się nieco chętniej niż tępemu wgapianiu się w pasek postępu instalacji.

Wnioski:

  • Kiedyś do świetnej zabawy wystarczało zajęcie tak głupie, jak rzucanie piłką pingpongową do celu [9 lat]
  • Później do świetnej zabawy wystarczało zajęcie tak głupie, jak wspólne oglądanie filmu lub granie w Starcrafta [14 lat]
  • Teraz do świetnej zabawy wystarczy zajęcie tak głupie, jak picie litra wódki na dwóch, gadanie o kobietach, ewentualnie komputerach [20 lat]


Zakończę w stylu Adama Nowaka: „Dziękuję za wypowiedź”.

oj