Naszła mnie taka refleksja na dzisiejszych zajęciach z językoznawstwa. Mówiliśmy o definiowaniu takich wyrazów jak diabeł, anioł, jednorożec, bóg, smok. Podobnie jak emocji czy idei - nie można ich zobaczyć, dotknąć, poczuć. A w dodatku niektórzy uważają, że takie rzeczy nie istnieją. W związku z tym pojawiło się pytanie o zasadność definiowania tegoż. A cały czas w sali unosił się ulotny dymek racjonalizmu.
I tu czas na refleksję: czy takie rzeczy jak czarna dziura czy układ podwójny gwiazd, których również albo nie da się zobaczyć, albo tylko niektórzy "wybrani" utrzymują, że je widzieli (jednorożce ponoć widziano nieraz), nie powinny być podobnie sklasyfikowane?
Wiele razy spotykałem się z ludźmi twierdzącymi mniej więcej: "jestem od ciebie lepszy, bo ty wierzysz w jakiegoś Boga, a ja wierzę tylko w naukę i to, co jest udowodnione". Tylko w czym w takim razie wiara w czarną dziurę jest lepsza od wiary w piekło i niebo?